Czym jest choroba

Utworzono: 26 maj 2011 Kategoria: Nasza filozofia

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, zastanówmy się jaki jest sens ludzkiej egzystencji? Na pytanie o cel życia Goethe odpowiada krótko: Celem życia jest samo życie. Oznacza to także, że celem życia jest poznawanie samego siebie i otaczającego na świata. Natomiast w świetle psychologii podstawowymi warunkami udanego ludzkiego istnienia jest poczucie szczęścia, zrównoważone i harmonijne życie, w którym jest dość miejsca na miłość, bezpieczne związki z innymi i doświadczenie bezwarunkowej radości. Są to warunki konieczne do odnalezienia właściwej drogi do siebie i otaczającego nas świata.

Inteligencja ciała ?

Subtelność i skomplikowany charakter współdziałania ciała i duszy w człowieku, jako istocie psychosomatycznej zdaje się przemawiać za swoistą inteligencją ciała. Dr Deepak Chopra twierdzi, że ciało posiada inteligencję, która wypełnia każdą jego komórkę i nie jest limitowana intelektem mózgu. Jego zdaniem wszystkie choroby są rezultatem zaburzeń w przepływie inteligencji, obecnej na poziomie submolekularnym, w komórkach, tkankach i w centralnym układzie nerwowym. Miliardy genów (DNA jest rodzajem elektromagnetycznej anteny), enzymów, hormonów, składników immunologicznych, nerwów i mięśni, są wyrazem tej inteligencji. Choć jesteśmy w stanie zbadać skutki działania tej inteligencji, ona sama wymyka się wszelkim próbom badania i lokalizacji.

Wydaje się, że do nieco lepszego zrozumienia tego, co nazywamy inteligencją ciała może nas nieco przybliżyć współczesna teoria złożoności, w myśl której właściwości pewnych układów – w szczególności sieci – nie mogą być przypisane poszczególnym składnikom, lecz wyłaniają się dopiero z całościowego ujęcia systemu. Na pytanie M. E. Hylanda, „Czemu choroba nie miałaby się wyłaniać z ciała w podobny sposób?” odpowiedź wydaje się być pozytywna, z zastrzeżeniem, że do zachorowania najczęściej dochodzi na drodze psychosomatycznej, a więc, że proces ten dotyczy zarówno duszy jak i ciała, według Aleksandra Lowena ściśle powiązanych ze sobą tzw. „duchowością ciała”. Ta duchowość dotyczy nie tylko powstawania schorzeń, ale całokształtu ludzkiego funkcjonowania, a szczególnej roli nabiera w profilaktyce i leczeniu. Człowiek starożytny wiedział o tej sile, opisywał ją i analizował na podstawie rezultatów jej działania. A może dysponował wiedzą wcześniejszych, wielkich i wyżej rozwiniętych cywilizacji, którą usiłujemy jeszcze ciągle nieudolnie badać?

W rozważaniach filozofów i socjologów medycyny na temat czynników etiologicznych schorzeń spotkać się można z pojęciem nieco innej sieci, tzw. „sieci kauzalnej”, a więc swoistej mnogości przyczyn, które w sposób ciągle jeszcze medycynie słabo znany, współdziałając ze sobą, prowadzą do schorzeń.

Swoistym novum wprowadzonym przez Hylanda jest propozycja traktowania ciała ludzkiego, jako określonego zespołu sieci działających symultanicznie, z wszystkimi tego konsekwencjami. Wygląda na to, że taki sposób funkcjonowania czegoś, co wspomniany autor nazywa rozciągniętą siecią dotyczy nie tylko umysłu, układu nerwowego, hormonalnego i immunologicznego, ale wszystkich podstawowych funkcji organizmów żywych.

Koncepcja ta ściśle koresponduje z założeniami bioelektroniki Włodzimierza Sedlaka, wprowadzonym przez niego pojęciem „bioplazmy”, jako czwartego stanu materii w organizmach żywych, oraz z półprzewodnictwem większości substancji biologicznych, stanowiącym podstawowe założenie bioelektroniki. Uzupełnia niejako także koncepcje tradycyjnej medycyny chińskiej, a szczególnie chińską filozofię akupunktury i jej topografii.

Zarówno z filozofii medycyny chińskiej, jak i bioelektroniki milcząco wynika, że ludzkie ciało stanowi swoistą, samoregulującą się sieć, odpowiedzialną za całokształt procesów życiowych, zachodzących zarówno wewnątrz ciała, jak i na pograniczu organizmu z otaczającym go światem, i to nie tylko ożywionym. Ważne z punktu widzenia bioelektroniki zjawisko anizotropii (asymetrii przewodzenia impulsów) stanowi teoretyczną podstawę wszelkich procesów uczenia się, zarówno w organizmach żywych, jak i poza nimi. Dlatego bez oporów można przyjąć, że rozciągnięta sieć ma właściwości nie tylko samoregulacji, ale także uczenia się, co w konsekwencji prowadzi do inteligentnych zachowań psychosomatycznych, których przejawem jest inteligencja ciała.

Ten termin jest również chętnie używany przez jednego z najpopularniejszych i najgłębszych w podejściu do podstawowych problemów medycyny lekarzy – Deepaka Choprę.

Na co dzień nasz duch i dusza mogą przejawiać się tylko poprzez ciało. Stąd nieco dziwnie brzmiący termin Lowena „duchowość ciała”, dziwny jest tylko na pozór. W praktyce, a szczególnie w profilaktyce i wszelkich procesach leczenia powinien uświadamiać, że nasza dusza nie ogranicza się tylko do mózgu i umysłu, ale wypełnia całe ciało, od głowy do dna miednicy, w ścisłym powiązaniu z głównymi czakramami, topografią akupunktury i bioplazmą.

Warunkiem prawidłowego funkcjonowania człowieka, jako istoty psychosomatycznej jest stałe odczuwanie duchowości swego ciała, jako subtelnych przepływów energii. Wszelkie bloki energetyczne, bez względu na źródło swego pochodzenia, w istotny sposób blokują funkcje psychiki i ciała i w konsekwencji prowadzą do: patologicznych napięć mięśniowych, zaburzeń neurologicznych, zaburzeń hormonalnych, obniżenia ogólnej odporności i wielu różnych schorzeń. Bez ich usunięcia istotna poprawa stanu psychiki i schorzeń ciała na dłuższą metę jest niemożliwa. Długotrwale utrzymujące się bloki energetyczne, wcześniej czy później, nieuchronnie prowadzą do coraz poważniejszej patologii, nie wyłączając schorzeń nowotworowych.

Według Lowena podstawowym objawem procesów życiowych są nieustanne ruchy rozszerzania i zaciskania ciała. Tak pracują nie tylko wszystkie narządy (mięśnie narządu ruchu, mięsień sercowy, mięśniówka gładka - a wraz z nią naczynia krwionośne, płuca, przewód pokarmowy, układ moczowy itp.), ale także poszczególne komórki, a nawet struktury subkomórkowe, wykonując swoisty taniec życia w rytmie pola geomagnetycznego.

Wszystko, co dobrze służy zachowaniu zdrowia, a więc skuteczna profilaktyka zdrowotna, związana z ogólnie higienicznym trybem życia, korzystnie wpływa na wzmacnianie ruchów rozszerzania, poprawiających nastrój, samopoczucie ogólne i wspomaga przebieg fizjologicznych procesów życiowych. Ruchy te z jednej strony są konieczne do realizacji procesów życiowych, a z drugiej stanowią swoisty serwomechanizm, ułatwiający przebieg podstawowych funkcji organizmów żywych (E. Gadula, 2002).

Zdaniem Włodzimierza Sedlaka ta aktywność jest wspierana procesami fononowymi. Stąd tak duża skuteczność terapeutyczna nie tylko muzyki (szczególnie klasycznej), ale także wielu innych metod leczenia dźwiękami, z mantrą, bębnami czy misami tybetańskimi włącznie). Dobrą ilustracją tego zjawiska może być mięsień sercowy, potocznie traktowany jako pompa zaopatrująca organizm w tlen i krew, gdy tymczasem jest on bardziej dyrygentem rytmów przepływu krwi, niż mechaniczną pompą. Gdyby nie było tego swoistego serwomechanizmu, nie byłoby najmniejszej szansy na skuteczny przepływ krwi w obrębie całego ciała.

Natomiast we wszystkich stanach pogorszonego zdrowia, wraz z obniżeniem nastroju, kondycji i ogólnego samopoczucia, dochodzi do bloków energetycznych i związanej z nimi przewagi ruchów zaciskania nad rozszerzaniem. W efekcie następuje pogorszenie ukrwienia skóry, mięśni i innych tkanek oraz do obniżenia czucia na powierzchni ciała, ściśle powiązanego ze zdolnością świadomego odczuwania większości bodźców oraz z procesami wymiany energetycznej ze środowiskiem zewnętrznym. W takich stanach najczęściej występują zaburzenia wegetatywne i bóle, wyraźnie pogarszające ogólne samopoczucie i powodujące obniżenie czucia na powierzchni ciała. Tak wcześniej czy później dochodzi do rozmaitych schorzeń. Najczęściej towarzyszy temu także spadek libido i obniżenie odczuć seksualnych.

Ponadto coraz wyraźniej rysuje się koncepcja, że to, co uważa się za „chorobę” lub „leczenie”, zależy od naszych poglądów na naturę człowieka. Ponieważ człowiek jest istotą myślącą, świadomą własnej tożsamości i zdolną do podejmowania decyzji, nie można traktować go, jeśli jest chory, jak zepsutą maszynę. Lęk i depresja nie są jedynie przykrymi objawami, którym lekarz powinien zaradzić; mogą one również oznaczać, że pacjent powinien poddać krytycznej ocenie i zmienić swoje nastawienie wobec życia...

Pacjenci w odróżnieniu od lekarzy, nie traktują choroby jako mechanicznego uszkodzenia ciała i nie sądzą, że wszystko staje się jasne w momencie, gdy rozpoznano defekt. Pragną oni uzyskać pewną wiedzę o tych elementach życia codziennego, które stały się przyczyną ich choroby. Nie zawsze jednak świadomi są tego, jak bardzo mało wiemy o przyczynach większości chorób. Lekarz musi uwzględnić w swej praktyce klinicznej zarówno doświadczany przez pacjenta ból, jego cierpienie, jak poczucie godności, poczucie sensu życia itd.

Nie znaczy to, że wszystkie koncepcje teoretyczne medycyny konwencjonalnej nie mają praktycznego znaczenia. Nie oznacza to także, że metody diagnostyki konwencjonalnej pozbawione są praktycznej wartości w zaawansowanych schorzeniach, którym towarzyszą zmiany biochemiczne i anatomiczne. Także farmakoterapia chemiczna, stosowana w medycynie konwencjonalnej w wielu przypadkach ratuje ludzkie życie, choć nie jest pozbawiona działań ubocznych i powikłań. Znaczna część prawdziwego postępu w medycynie związana jest z rozwojem metod operacyjnych, stosowanych w wielu specjalnościach lekarskich. Ale mimo to coraz więcej głosów zarówno społeczeństw, szczególnie w krajach wysokorozwiniętych jak i fachowców przemawia za potrzebą integracji w medycynie najskuteczniejszych i najbezpieczniejszych metod konwencjonalnych i niekonwencjonalnych.

Jestem przekonany, że do prawdziwej i wszechstronnej integracji w medycynie dojdzie wtedy, kiedy wyraźnie rozszerzy się obszar porozumienia i wzajemnej akceptacji koncepcji teoretycznych medycyny konwencjonalnej i komplementarnej, a wynikająca z tego porozumienia praktyka medyczna zacznie w sposób optymalny integrować najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze metody leczenia.

Prawdziwe czynniki etiologiczne schorzeń

Medycyna konwencjonalna za najczęstszy czynnik etiologiczny (najczęstszą pierwotną przyczynę schorzeń) uważa mikroorganizmy, ale w moim przekonaniu mikroorganizmy nie są czynnikiem etiologicznym schorzeń, ale ważnym patogenem wtórnym (E. Gadula 1987). Są one niezbędne do życia roślin i zwierząt, w tym także człowieka. Dopiero pod wpływem czynników etiologicznych schorzeń stają się ważnym patogenem wtórnym.

Myśląc o mikroorganizmach jako potencjalnym czynniku etiologicznym schorzeń nie możemy jednocześnie zapominać o ich znaczeniu w całokształcie zjawisk życiowych na kuli ziemskiej, od uprawy roli poczynając, poprzez odżywianie niektórych zwierząt (prze-żuwacze), a na produkcji witamin w ludzkim organizmie kończąc. Choć bakterie czy wirusy mogą być ważnym patogenem, to jednak nie są czynnikiem etiologicznym schorzeń, jeśli za czynnik etiologiczny uważamy praprzyczynę schorzenia. Jedne z nich bywają często chorobotwórcze, inne sporadycznie, a jeszcze inne nie bywają chorobotwórcze nigdy. Te, które uważa się za chorobotwórcze, bywają nimi nie zawsze i nie dla wszystkich. A bywa i tak, że te same mikroorganizmy dla tego samego osobnika raz są przyczyną schorzenia, a innym razem nie. Od czego to zależy? Gdzie leży przyczyna tego stanu rzeczy? Co jest właściwym czynnikiem etiologicznym schorzeń?

Fakt iż te same mikroorganizmy raz dla danego osobnika są chorobo twórcze, a innym razem nie, zależy od stanu odporności jego organizmu. Z tych samych powodów dla pewnych osobników bywają chorobotwórcze, a dla innych nie. Nawet te mikroorganizmy, które wywołując ogromne epidemie, na przestrzeni dziejów zdziesiątkowały ludzkość w większym stop-niu, niż wszystkie wojny razem wzięte, też nie dla wszystkich były chorobotwórcze. Część populacji pozostała na nie w pełni odporna, inni osobnicy zachorowali, ale choć nie było skutecznego leczenia - wyzdrowieli samoistnie. Jeszcze inni, zachorowali i z powodu tego schorzenia zmarli.

W różnych epidemiach do poszczególnych, wspomnianych tu grup życie zaliczało różne liczby osobników. Zależało to najprawdopodobniej z jednej strony od wirulencji (zjadliwości) mikroorganizmów, a z drugiej od sił odpornościowych poszczególnych osobników. A co było w tych sytuacjach czynnikiem najważniejszym? Chyba jednak odporność organizmu, skoro niezależnie od wirulencji mikroorganizmów pewna część populacji pozostawała nadal zdrowa.

Co zatem decyduje o odporności? Co, tak rozumując, jest prawdziwym czynnikiem etiologicznym, czyli praprzyczyną schorzenia? Jaka jest natura tych czynników?

Przynajmniej częściowej odpowiedzi na te pytania udziela najnowsza fizjologia i immunologia, ale wzbogacona o elementy bioelektroniki. W ich świetle za czynniki etiologiczne należy uważać zespół czynników odpowiedzialnych za całokształt funkcjonowania organizmu ludzkiego, a więc :

  1. niekorzystnie zmieniony stan psychiczny,
  2. zespół czynników otaczającego środowiska (chemiczne, biologiczne i energetyczne zanieczyszczenia środowiska),
  3. niewłaściwy sposób odżywiania,
  4. niehigieniczny tryb życia,
  5. zaburzenia metaboliczne (hormonalne i przemiany materii),
  6. czynniki genetyczne,
  7. różnej natury urazy fizyczne i chemiczne.
  • Ad 1. Oddziaływanie psychiki na ciało leży u podstaw najszerzej pojętej psychosomatyki. Świadomość i związana z nią psychika są najsubtelniejszą funkcją ludzkiego organizmu, oddziałującą zarówno na zmiany środowiska wewnętrznego jak i zewnętrznego, na zasadzie biologicznych sprzężeń zwrotnych. Z tego też powodu w pierwszym rzędzie i najczęściej na większość dopływających bodźców reaguje psychika. Niekorzystne zmiany stanu psychicznego i związane z nimi reperkusje w obrębie ciała są najczęstszym i najważniejszym czynnikiem etiologicznym większości schorzeń, od „niewinnych nerwic” do najcięższych procesów nowotworowych włącznie. Problem ten bardziej szczegółowo omówimy w części dotyczącej patomechanizmu schorzeń.
  • Ad 2. Świadomość znaczenia wpływów środowiska na jakość ludzkiego życia istnieje od starożytności. Jego rolę w szczególny sposób akcentował Hipokrates (o tym raczej wiadomo powszechnie), ale o jej znaczeniu mówił także Ludwik Pasteur (o czym wiadomo już tylko nielicznym – a współczesna medycyna, nie wiedząc o tym, albo świadomie zapominając, z Ludwika Pasteura uczyniła patrona mikrobiologii i antybiotykoterapii. Myślę, że nie byłby z tego zadowolony!). W miarę rozwoju cywilizacji, a szczególnie przemysłu i techniki systematycznie wzrasta powszechna świadomość postępującej dewastacji środowiska naturalnego i zagrożeń jakie niesie ona dla zdrowia i życia człowieka. Potwierdzeniem tego faktu są coraz aktywniejsze ruchy proekologiczne. Ale dotychczas za zagrożenia ekologii najczęściej uważa się tylko zanieczyszczenia chemiczne, biologiczne i akustyczne a dziury ozonowe w jonosferze traktowane są zwykle tylko jako przyczyna zwiększenia kancerogennego działania promieni słonecznych, czy czynnik niekorzystnie zmieniający klimat na kuli ziemskiej.
    Tymczasem w świetle bioelektroniki istnieje wiele niewidocznych, często z trudem mierzalnych, czy nawet niemierzalnych zagrożeń ze strony środowiska naturalnego, lub zagrożeń pochodzenia technicznego, na temat których albo brak wiedzy, albo wiedza ta jest skrzętnie ukrywana, najczęściej przez przemysł i wojsko. Ciągle niedoceniane są konsekwencje zagrożeń dla podstawowych procesów życiowych ze strony wszelkich zmian w obrębie jonosfery, która w myśl bioelektroniki jest „elektromagnetycznym pulsem życia”. Inne, podobnej natury zagrożenia dla zdrowia to żyły wodne oraz bardzo szerokie pasmo fal elektromagnetycznych pochodzenia technicznego. Do tych ostatnich należą: fale radiowe, telewizyjne i radarowe, linie przesyłowe sieci energetycznej (szczególnie wysokiego napięcia), ale także wiele zasilanych prądem elektrycznym urządzeń domowych, takich jak: telewizory, komputery, kuchenki mikrofalowe i wiele innych.. Tego typu urządzenia w naszych mieszkaniach Włodzimierz Sedlak nazywał „bombami zegarowymi” podkładanymi pod energetykę ludzkiego organizmu”. A oddziałują one szczególnie niebezpiecznie, bo na sposób polowy, powodując zaburzenia najważniejszych funkcji życiowych. Jeśli zaburzenia te trwają dłużej, zmieniają także biochemię i anatomię organizmu. Nowsze wyniki badań wskazują także na możliwość pojawiania się, czy zwiększenia pod wpływem tych czynników wirulencji mikroorganizmów.
  • Ad 3. Porzekadło - „Jesteśmy tym, czym się żywimy” mocno akcentuje rolę odżywiania w życiu człowieka. Problemem żywienia współczesna medycyna formalnie wykazuje znaczne zainteresowanie. Stworzono nawet naukowe podstawy dietetyki; problem tylko w tym, że tak rzadko są one przestrzegane w praktyce. A ponadto istnieje wiele sprzecznych szkół na temat zasad dietetyki nie tylko pomiędzy światem medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej, ale także w obrębie samej medycyny konwencjonalnej czy niekonwencjonalnej.
    Do realizacji wielu ważnych celów konieczne są środki materialne. Dotyczy to także odpowiedniej jakości żywienia, na którą nie stać ludzi w rejonach świata, gdzie do dziś panuje głód. Ale paradoksalnie okazuje się, że w krajach wysoko rozwiniętych także dobrobyt doprowadził do wyraźnego pogorszenia racjonalizacji żywienia. Pełnowartościowe, naturalne produkty żywnościowe, stanowiące przez tysiąclecia podstawę odżywiania, zaczęto zastępować pożywieniem z zanieczyszczonej chemicznie (przez przemysł, nawozy naturalne, herbicydy, pestycydy itp.) gleby, które na domiar złego podczas obróbki pozbawiane są wszystkiego, co najwartościowsze. A potem dołączył się do tego jeszcze diabeł, w myśl porzekadła, że „Pan Bóg stworzył żywność, a diabeł kucharzy”. Ale dawniejsi kucharze, to jeszcze nic w porównaniu z niszczącymi nas „junk food” masowo produkowanymi w przeróżnych, coraz częściej odwiedzanych, szczególnie przez młodzież „fast foodach”, bez względu na ich nazwy. Racjonalne żywienie jest ważnym czynnikiem zdrowia, tylko częściowo zależnym od nas samych, bo nie mamy większego wpływu na jakość wody, produktów rolniczych. Ale sami możemy zadbać o to, aby w naszym pożywieniu dominowały warzywa, owoce, a inne składniki jak białka, tłuszcze i węglowodany były w odpowiednich proporcjach. Od nas także na ogół zależy, czy posiłki spożywamy regularnie, czy są one gotowane, świeże i cieple.
    Jedno z ważnych zaleceń starożytnej medycyny chińskiej brzmi: „Jeśli nie masz czasu lub dobrego nastroju, nie zasiadaj do jedzenia”. Ale większość ludzi Zachodu nie tylko jada, będąc w pośpiechu, czy w złym nastroju, ale także nie znajdując czasu na jedzenie. Zamiast zasiadać do posiłku, zjada go często na stojąco, a nawet w biegu! Część ludzi z subiektywnego braku czasu (Zdaniem Tadeusza Kotarbińskiego „Tylko ludzie bardzo zajęci mają dużo wolnego czasu” i jest to tylko paradoks pozorny. Bo czas jakim dysponujemy i na co go przeznaczamy, to tylko kwestia organizacji.) jada tylko jeden raz dziennie i to najczęściej w porze wieczornej, tuż przed snem. A potem rano wstają zmęczeni, w złym nastroju i rozgoryczeni, że nie tylko nie mają siły, ale jeszcze coraz bardziej przybierają na wadze.
    Mimo wielu różnic poglądów na racjonalne żywienie w medycynie konwencjonalnej i niekonwencjonalnej, w paru sprawach panuje zgodność. Do spraw tych należą: ilość codziennie spożywanych posiłków, pory ich spożywania, czas trwania posiłków i sam sposób jedzenia.
    W zdrowym żywieniu zaleca się spożywanie 3 do 6 posiłków dziennie, rozłożonych równomiernie w ciągu dnia (większość szkół racjonalnego żywienia zaleca unikania posiłków późnym wieczorem i nocą). Czas trwania posiłku uzależniony jest od wielu czynników, z których najważniejszym jest proporcja wprost pomiędzy ilością spożywanego pożywienia i czasem jego spożywania.
    Trzeba mieć świadomość (a dotyczy to głównie ludzi ze skłonnością do otyłości), że posiłek spożywany w pośpiechu i dużymi kęsami wzmaga łaknienie, utrudnia trawienie i pozbawia uczucia sytości. Prowadzi to często do mimowolnego przejadania się (szczególnie u osób z pewnymi typami zaburzeń hormonalnych) i upośledzonego spalania pokarmów, sprzyjającego pogłębianiu otyłości.
    Posiłki spożywane bez pośpiechu i w należytej atmosferze, ze starannym żuciem, sprzyjają prawidłowemu trawieniu poprzez rozdrobnienie, zaopatrzenie treści pokarmowej w pranę (pojawiającą się pod wpływem czucia) i intensywne wydzielanie soków żołądkowych. Taki sposób jedzenia sprzyja prawidłowym proporcjom pomiędzy ilością pożywienia i ilością soków trawiennych - żołądkowych i trzustkowych, a także dzięki uruchamianiu procesu prawidłowego wydzielania przez wątrobę żółci. W efekcie tak spożywane treści pokarmowe ulegają maksymalnemu przyswojeniu przez organizm, zasilając go energetycznie.
    Innym, często przemilczanym problemem związanym z racjonalnym żywieniem jest konieczność zachowania proporcji pomiędzy ilością zawartych w posiłkach składników gotowanych, czy smażonych, a przyjmowanych w postaci surowej – bogatych w enzymy. Poza owocami i warzywami, często dotyczy to także miodu i mleka, spożywanych często, ale także często niedocenianych jako źródła enzymów trawiennych. Gotowane czy pasteryzacja mleka i podgrzewanie miodu do temperatury powyżej 50oC pozbawiają je enzymów, wybitnie obniżając ich wartość spożywczą.
    O ile w biednych krajach większość osobników cierpi na niedobory żywienia i wagi oraz związane z nimi schorzenia niedoborowe, często zagrażające życiu, to w krajach wysokorozwiniętych dominuje otyłość i wiele schorzeń z związanych z zaburzeniami metabolizmu tego typu.
    Okazuje się, że na nasz nastrój i jakość przyswajania pokarmów przez organizm mają także istotny wpływ czynniki natury estetycznej, o czym albo nie wiemy, albo często zapominamy.
    Omawiane czynniki związane z pożywieniem w dużej mierze, a niektóre z nich nawet wyłącznie zależą od nas samych. Ale niewielki wpływ mamy na jakość podstawowych produktów rolnych, uprawianych na ziemi zanieczyszczonej chemicznie odpadami przemysłowymi, nawozami sztucznymi, pestycydami i herbicydami. Takie produkty są często pozbawione podstawowych składników mineralnych, ponieważ nie zawiera ich gleba.
    Częściowym wyjściem z tego problemu mogą być surowce spożywcze produkowane proekologicznie. Niewątpliwie istnieją proekologiczne metody spożywczej produkcji rolnej, to nawet kupując je po znacznie wyższych cenach, najczęściej nie mamy pewności, czy proekologiczne są one tylko z nazwy i ceny, czy zostały naprawdę wyprodukowane zgodnie ze swoją nazwą.
    Spożywane ciągle jeszcze w znacznych ilościach mięsa są zanieczyszczone różnymi dodatkami do pasz (antybiotyki, hormony, mączki odpowiedzialne za wiele groźnych schorzeń zwierząt itp.), ale także endogennymi toksynami różnych zwierząt, źle traktowanych przez człowieka i najczęściej ciężko zestresowanych przed i w trakcie uboju.
    W miarę postępu cywilizacyjnego spożywamy coraz więcej produktów przetworzonych. Ta obróbka pozbawia je wielu najcenniejszych składników, a do żywności z różnych powodów dodawane są konserwanty, koloranty, korygensy smakowe i inne, szkodliwe substancje chemiczne.
    Dzięki szeroko zakrojonym badaniom ostatnich dziesięcioleci nad racjonalizacją żywienia okazało się, że skutki wielu szkodliwości żywienia można wydatnie zmniejszyć, stosując tzw. „suplementację dietetyczną, lub „odżywki lecznicze” Tego typu produkty pochodzące z dobrych firm nie tylko uzupełniają braki wielu podstawowych składników w naszym pożywieniu (minerały, witaminy, różne antyoksydanty itp.), ale także wykazują działania odtruwające organizm z substancji toksycznych, zawartych w produktach spożywczych. Dzięki suplementacji pokarmowej i należytej trosce o jakość żywienia znów możliwa staje się racjonalizacja żywienia.
    A do tego, co jemy, zagrażając swemu zdrowiu przyczynia się także medycyna, faszerując nas antybiotykami, hormonami, środkami psychotropowymi, lekami nasennymi, przeciwbólowymi, czy stosując immunosupresję (obniżanie naturalnej odporności organizmu).
    My sami dodajemy do tego przeróżne używki, od herbaty i kawy poczynając, poprzez nadmiar prostych węglowodanów i soli kuchennej, różnych alkoholi, a na narkotykach kończąc.
    Musimy wypracować sobie świadomość, że prawidłowe żywienie to jeden z podstawowych warunków zachowania zdrowia i długiego życia. A jeśli już doszło do zachorowania, bez racjonalizacji żywienia mamy małe szanse na wyleczenie, bez względu na stosowane metody leczenia!
  • Ad 4. O tym jak powinien wyglądać higieniczny tryb życia, wiadomo od starożytności. Szkoda tylko, że ta wiedza tak rzadko znajduje zastosowanie w życiu. Pojęcie „higieniczny tryb życia” zawiera w sobie wszystkie najważniejsze zasady, które powinniśmy stosować w swoim życiu jako profilaktykę zdrowotną, a jego nieprzestrzeganie, to prowokacja do zadziałania większości czynników etiologicznych schorzeń.
    Funkcjonowanie psychiki i odżywianie także mieszczą się w trybie życia. Dla ich wagi i większej jasności potraktowaliśmy je, jako oddzielne problemy. Tu natomiast zwróćmy uwagę na rolę oddychania, aktywności ruchowej, jakości kontaktów ze środowiskiem, miejsce pracy i związane z nim szkodliwości, czas przeznaczony na sen i wypoczynek, a także problem używek i lekomanii, ze szczególnym podkreśleniem szkodliwości palenia, sposobu ubierania się, a nawet jakości odzieży. Omawiając znaczenie trybu życia należy zwrócić uwagę na dewastujące człowieka psychofizycznie tzw. „przyspieszenie cywilizacyjne”, które Włodzimierz Sedlak przyrównuje do beznadziejnych prób doganiania własnego cienia.

Galeria - akupunktura

Galeria - energia Madery